Inwestycja za kilka milionów złotych i katastrofa na budowie. Jak kancelaria obroniła wykonawcę przed roszczeniem przekraczającym 2 mln zł
Spory budowlane należą do najbardziej wymagających postępowań sądowych. Łączą skomplikowane zagadnienia techniczne, wielotomowy materiał dowodowy, opinie biegłych i wysokie stawki finansowe. Nierzadko jeden błędny wniosek lub nieprawidłowo zabezpieczona dokumentacja może przesądzić o losach całej sprawy.
Jedna z prowadzonych przez kancelarię LEGALNA spraw doskonale pokazuje, że rzeczywistość na budowie bywa znacznie bardziej skomplikowana niż wynika to z treści pozwu.
Po kilku latach procesu udało się doprowadzić do oddalenia zdecydowanej większości roszczeń inwestora, który domagał się od naszego klienta – generalnego wykonawcy – zapłaty przekraczającej 2 miliony złotych z tytułu rzekomo wadliwie wykonanej hali produkcyjnej.
Wszystko wyglądało jak klasyczna sprawa o wady budowlane
Inwestor realizował budowę nowoczesnego zakładu produkcyjnego. Projekt obejmował budowę hali magazynowej, części biurowej, infrastruktury technicznej oraz placów manewrowych. Wartość inwestycji przekraczała kilkanaście milionów złotych. Po zakończeniu budowy i uzyskaniu pozwolenia na użytkowanie obiekt został oddany do eksploatacji. Przez kilkanaście miesięcy nie zgłaszano większych problemów. Sytuacja zmieniła się po pojawieniu się pierwszych usterek posadzki przemysłowej oraz lokalnych przecieków dachu. Inwestor zlecił prywatną ekspertyzę techniczną, która wskazywała, że przyczyną problemów miały być błędy wykonawcze. Następnie wystosowano do naszego klienta wezwanie do zapłaty ponad 2 milionów złotych obejmujące:
- koszty naprawy hali,
- utracone korzyści związane z ograniczeniem produkcji,
- koszty prywatnych ekspertyz,
- koszty organizacji prac zastępczych.
Po odmowie zapłaty do sądu trafił pozew.
Dokumentacja budowy opowiadała zupełnie inną historię
Już na etapie analizy akt kancelaria zwróciła uwagę na istotny problem. Inwestor koncentrował się wyłącznie na skutkach technicznych ujawnionych po zakończeniu budowy, pomijając okoliczności towarzyszące realizacji inwestycji. Tymczasem dziennik budowy, korespondencja między uczestnikami procesu inwestycyjnego oraz dokumentacja odbiorowa wskazywały, że jeszcze w trakcie realizacji inwestycji wykonawca wielokrotnie zgłaszał inwestorowi oraz projektantom zastrzeżenia dotyczące przyjętych rozwiązań projektowych. Dotyczyły one między innymi:
- parametrów warstw podbudowy,
- odwodnienia terenu,
- sposobu wykonania części dylatacji,
- zmian projektowych wprowadzanych na żądanie inwestora już podczas realizacji robót.
Co szczególnie istotne, część tych uwag została zignorowana.
Kluczowe znaczenie miała opinia biegłego
Jak w większości sporów budowlanych o wyniku sprawy miała przesądzić opinia biegłego sądowego. Przygotowanie strategii procesowej wymagało bardzo ścisłej współpracy prawników kancelarii z ekspertami z zakresu budownictwa konstrukcyjnego i geotechniki. Naszym celem było wykazanie, że:
- ujawnione uszkodzenia rzeczywiście wystąpiły,
- nie oznacza to jednak automatycznie odpowiedzialności wykonawcy,
- część wad wynikała z przyjętych rozwiązań projektowych,
- część była konsekwencją późniejszych zmian w sposobie użytkowania obiektu,
- część pozostawała związana z decyzjami podejmowanymi bezpośrednio przez inwestora.
Po przeprowadzeniu oględzin oraz szczegółowych analiz biegły potwierdził, że znaczna część przyczyn wskazywanych przez inwestora nie znajduje potwierdzenia w materiale dowodowym.
Inwestor próbował przerzucić odpowiedzialność za własne decyzje
Jednym z najciekawszych elementów sprawy było ustalenie, że po oddaniu obiektu do użytkowania inwestor wprowadził zmiany w technologii produkcji. W praktyce oznaczało to wykorzystywanie części hali w sposób znacznie bardziej intensywny niż przewidywały to pierwotne założenia projektowe. Pojawiły się dodatkowe obciążenia konstrukcji, cięższe urządzenia oraz ruch pojazdów niewskazanych w dokumentacji projektowej. W toku procesu wykazaliśmy, że ocena odpowiedzialności wykonawcy nie może abstrahować od tych okoliczności. Nie można bowiem obciążać wykonawcy konsekwencjami późniejszych decyzji użytkownika obiektu, na które nie miał żadnego wpływu.
Kilka lat procesu i tysiące stron dokumentów
Postępowanie trwało kilka lat.
Sąd przeanalizował:
- wielotomową dokumentację projektową,
- dzienniki budowy,
- protokoły odbiorów,
- ekspertyzy prywatne,
- dokumentację fotograficzną,
- korespondencję uczestników procesu budowlanego,
- opinie biegłych różnych specjalności.
Przesłuchano również projektantów, kierowników budowy, inspektorów nadzoru oraz przedstawicieli inwestora. Dopiero całościowa analiza pozwoliła odtworzyć rzeczywisty przebieg inwestycji.
Rozstrzygnięcie korzystne dla klienta
Ostatecznie sąd nie podzielił głównej tezy pozwu. W uzasadnieniu podkreślono, że sam fakt wystąpienia usterek nie przesądza jeszcze o odpowiedzialności wykonawcy. Konieczne jest wykazanie związku pomiędzy konkretnym działaniem wykonawcy a powstałą szkodą. W tej sprawie inwestor nie był w stanie tego udowodnić w zakresie zasadniczej części dochodzonych roszczeń. Roszczenie zostało oddalone w przeważającej części, a klient uniknął odpowiedzialności finansowej sięgającej milionów złotych.
Czego uczy ta sprawa?
W praktyce budowlanej bardzo często pojawia się błędne przekonanie, że jeżeli po zakończeniu inwestycji ujawni się wada, to odpowiedzialność automatycznie ponosi wykonawca.
Rzeczywistość jest znacznie bardziej skomplikowana.
Za powstanie problemu mogą odpowiadać:
- błędy projektowe,
- nieprawidłowy nadzór inwestorski,
- zmiany technologiczne wprowadzane podczas realizacji,
- niewłaściwa eksploatacja obiektu,
- decyzje podejmowane już po zakończeniu robót.
Dlatego w sporach budowlanych kluczowe znaczenie ma nie tylko wiedza prawnicza, ale również umiejętność pracy z dokumentacją techniczną oraz ekspertami różnych specjalności.
Komentarz kancelarii
Spory budowlane są dziś jednymi z najbardziej złożonych postępowań gospodarczych. Często dotyczą wielomilionowych inwestycji i wymagają szczegółowej analizy setek dokumentów oraz opinii technicznych.
W tej sprawie sukces klienta był rezultatem konsekwentnie realizowanej strategii procesowej polegającej na wykazaniu, że rzeczywisty przebieg inwestycji znacząco odbiegał od uproszczonej wersji przedstawionej w pozwie.
To kolejna wygrana kancelarii LEGALNA potwierdzająca, że skuteczna obrona w sporach budowlanych wymaga połączenia doświadczenia procesowego, znajomości realiów branży budowlanej oraz zdolności do analizy najbardziej skomplikowanych zagadnień technicznych.


